wakacje: chodzę późno spać, wstaję wcześnie rano (pomijając te rzadkie chwile, kiedy śpię do siedemnastej sekund dwie). nic nie robię, oprócz wdychania zapachu ulicy nocą, gdy jest chłód, i ukrywania się przed gorącem za dnia na przemian. za starożytność zabrać się coś nie mogę - a trzeba. piętnaście słów sprzed niespełna dwóch dób i - bez jakichkolwiek zbędnych uczuć dodatkowo - BUM, rozjebanie emocjonalne. ciekawe. (za) dużo rozmyślam, filozofywowywuję i generalnie słucham dobrej muzyki, bo wreszcie jest na to czas, oczywiście między leniwym przebudzeniem, a przeciśnięciem osiemdziesięciu brzuszków przed spaniem. nie jestem w stanie dobrze napompować opon rowerowych, żeby w końcu nie szorować po asfalcie, a mimo to marzę o porannej przejażdżce smochowicką trasą (rześka godzina 5:00 i wschód słońca). odwiedzam różne domy, leżę na tarasie i udaję, że jest chłodniej, niż jest, staram się, żeby zasmakowała mi herbata, i oczywiście nie przestaję ratować świata.
a tymczasem,
KLEPADŁO ! POZNAŃ CIĘ WZYWA ! załóż sobie dres z żelaza, to przyciągnę Cię swoim magnesem w sercu. czy coś. ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz