chwyciłam się kurczowo małej, bezsensownej nadziei, że jest na co czekać, chcę rzucić wrzesień za plecy i nie myśleć o maturze, w każdym razie ufundowałam sobie nowe, całkiem kosztowne złudzenie. bolą mnie oczy od tęsknoty za tym, co było, za tym, co będzie i za tym, co mogłoby być, ale nie było.

oczywiście to tanie, małostkowe, nieprzyszłościowe.

p o t r z e b u j ę wrócić, nęci brak przygniatającego realizmu, czarno-białej rutyny, a przede wszystkim strachu, bo tak, niektóre rzeczy wymagają spojrzenia sobie samemu głęboko w oczy i przyznania się na głos w pustym pokoju, że się zwyczajnie człowiek boi.

i co z tego, że to zaledwie może się zdarzyć, nie do końca i nie w całości, a więc wcale - kiedy chcę tego ?, trochę egoistycznie, a trochę po prostu.

Boże, gdybyś zechciał dać swemu rozpieszczonemu dziecku jeszcze kilka prezentów..


dimmi quando tu verai, dimmi, quando, quando, quando?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz