spędzam kolejną noc bezsenną. w pakiecie dostaję ból skroni i paczkę z mnóstwem wolno płynącego czasu, "do spożytkowania na przemyślenia", jak głosi bezlitosna dedykacja. cóż za okrucieństwo. przewracanie się z boku na bok w tym dziwacznym rodzaju niemocy powinno być zarezerwowane dla osób szczególnie obciążonych moralnie.

w telewizorze pasmo powtórek. wyłączam, dam szansę złośliwej melatoninie.

minęła czwarta, moszczę się bezradnie w pościeli, buduję gniazda, jaskinie, objęcia, otulam się szczelnie i zaraz potem odkrywam. próbuję na plecach, lewym boku, prawym, na brzuchu; z głową na poduszce, w nogach łóżka i poza łóżkiem w ogóle. liczenie owiec bywa irytujące, kiedy jesteś beznadziejny z matematyki.

zegar bije na dole, 4:30. podnoszę rolety, otwieram okno na oścież, siadam na parapecie. wdycham głęboko zapach uśpionej uliczki. wdycham tak głęboko, jak gdybym chciała wessać dom sąsiadów, samochód z rogu i kota spod spodu, mokry asfalt, nawet dalekie odgłosy z autostrady. startuje pierwszy samolot. mruga do mnie łobuzersko. piloci pewnie wyspani. pasażerowie na pokładzie lecą - na nowe, na biznesy, na wakacje - i pochrapują sobie wszyscy wesoło, rytmicznie. WIEM TO.

jestem głodna. głodna nie zasnę. ale nie zejdę też na dół - skronie zaprotestują i podniosą jazgotliwy krzyk, a wkrótce do tej kakofonii dołączy się jeszcze losowo obudzony przeze mnie domownik. wystarczająco sensowne powody, by nie ruszać się z łóżka i dalej liczyć na to (chociaż jestem beznadziejna z matematyki), że w końcu po prostu padnę.

w takich chwilach żałuję, że nie mieszkam w seattle. z moją bezsennością dziś nad ranem zdecydowanie bym tam pasowała.

1 komentarz:

  1. bezsenność straszna trwoga, i zawsze chwyta człowieka w najgorszym momencie.

    OdpowiedzUsuń