kiedyś myślałam, że to takie proste. że naturalne jest odbieranie telefonów o szalonej 4:30 i poczucie, że można napisać z każdą sprawą. przynajmniej z tymi pojedynczymi osobami. widać, jednak nie. widać, dalej jestem naiwna, za dużo czytam, oglądam, myślę, za dużo sobie w głowie roję i na zbyt wiele rzeczy mam nadzieję. przez ostatni czas siedziałam dużo zamknięta w swoim pokoju słuchając muzyki i spędzając godziny na oglądaniu seriali, które miały mi pomóc nie myśleć. dean i cas leczyli mnie w chory sposób, a coldplay, fisz i myslovitz pokazali, że jak zwykle mają rację. przynajmniej swoje neurozy przeżywam we własnej głowie.
najgorsze, że kiedyś wydawało mi się, że nigdy nie będzie mi nie zależeć. tymczasem poza krótkim przebłyskiem przy składaniu papierów, w kolejce po nowe rozczarowania - tak właśnie się dzieje. tak naprawdę teraz wystukiwany jest do was na klawiaturze mojego laptopa wielki, środkowy palec i żałuję, że nie widzicie, z jaką zawziętością go wam pokazuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz