tydzień temu o tej porze dopiero zaczynałam dzień, z uśmiechem w oczach,
hola! na ustach, w szortach i podkoszulku próbując wmieszać się w tłum bardziej i mniej tutejszych (tamtejszych ?), wylegających masowo na ulice. z polską łączył mnie tylko ten sam księżyc i ciepła, basowa linia głosowa fisza w
niedopałkach, kołyszących na dobranoc. 2 godziny lotu mają jednak na dziś status "nieosiągalne", a o helikopterze w głowie słucham w łóżku oddalonym o kilka tysięcy kilometrów i rok czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz